Prowadzili nas nimi przez czas zaborów, w zmartwychwstałym państwie, w okresie okupacji, wreszcie znowu w Polsce – nasi nauczyciele, profesorzy, wychowawcy.

11 listopada prawie wszystko odbędzie się, jak zwykle, czyli sporo maszerującego wojska, przemówienie prezydenta, składanie wieńców i tłum widzów. Tradycyjnie Święto Niepodległości sprowadzane jest od lat tylko do czynów i czasów walki zbrojnej, z pominięciem wszystkich pozostałych wysiłków Polaków na przestrzeni lat, którzy różnie, ale bardzo wymiernie, utrwalali marzenie o niepodległym państwie, a wyzwolony kraj odbudowywali i tworzyli bardziej dostatnim. Na honorowej trybunie i w pierwszym szeregu maszerujących zabraknie nauczycieli, którym należne są czołowe miejsca w paradzie niepodległości.

Maria i Antoni

z odmiennych stron ówczesnych, podzielonych ziem polskich, podążali ku wymarzonej Polsce. Ona, urodzona na kowieńskiej Litwie z rodzinnego domu wyniosła wspomnienia o dziadku, który w Powstaniu Styczniowym walczył o Polskę, a z nauk rodziców i starszego rodzeństwa znajomość ojczystego języka, bowiem w szkole uczono tylko po rosyjsku. On, z Galicji, będącej w pewnej mierze substytutem Polski, swojego pierwszego patriotycznego czynu dokonał rozbijając kałamarz pełen atramentu o portret Najjaśniejszego Pana, a później kradnąc, stacjonującym podczas Wielkiej Wojny Kozakom, nieupilnowaną pikę.

Gdy wybuchła Polska i stała się realnością, przepojeni wielkimi nadziejami na przyszłość i szukając swego aktywnego miejsca w dorosłym życiu, odnaleźli je w przyszłym nauczycielskim zawodzie. Ona ukończyła naukę w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Żeńskim im. Królowej Jadwigi w Wilnie, on, w byłym cesarsko-królewskim, Seminarium Nauczycielskim Męskim im. Jana Długosza w Starym Sączu. Pierwszą pracę podjęła na Wileńszczyźnie, on, nie znajdując zatrudnienia w Małopolsce, wyjechał w jej poszukiwaniu na Kresy Wschodnie.

Podstawowymi problemami

odrodzonego państwa, poza formalnym zjednoczeniem ziem polskich, była organizacja i ujednolicenie  administracji, systemu prawa, finansów i podatków, a w równie ważnym stopniu oświaty. Wtedy w Polsce, wśród osób powyżej 10 lat 33% stanowili analfabeci, nauczaniem początkowym było objętych w województwach wschodnich tylko 35% dzieci, które na wsiach uczęszczały do szkół z jednym lub dwoma nauczycielami.

Żyli i pracowali

w niewyobrażalnie trudnych dziś do pojęcia warunkach: w chłopskiej izbie paliła się naftowa lampa, zimą woda zamarzała w stojącym w pomieszczeniu wiadrze, naukę odbywały połączone klasy w wynajętym od gospodarza pomieszczeniu – czasem bywała to tylko szkoła jednoklasowa. Zaniedbane i często zawszone dzieci przychodziły bez butów, wkoło bieda i nędza, widniejące nadal zniszczenia wojenne, niektórzy ludzie z braku domów mieszkali jeszcze w ziemiankach. Maria uczyła litewską, białoruską i polską dzieciarnię, u Antoniego w piątek do szkoły nie przychodziły dzieci Tatarów, w sobotę Żydów, a w niedzielę katolików i prawosławnych.

Należało przetrwać to wszystko co najgorsze z nadzieją na lepsze czasy, uczyć dzieci nie tylko czytać i pisać, ale i Polski tak dla nich czasem nieznanej, dalekiej, często obcej, bo wielu na pytanie „Kto ty jesteś ?” odpowiadało, że tutejszy. Należało zachować poważanie, godność, ale i moc przedstawiciela państwa polskiego, co na tych ziemiach oznaczało, że Antoni posiadał służbową broń, konieczną w czasach powojennego bandytyzmu i bezprawia, którą później polecono nosić schowaną. I należało także uczyć się i nadal doskonalić w zawodzie, by zdać praktyczny egzamin, potem otrzymać „Dekret ustalenia” na stałego nauczyciela publicznych szkół powszechnych. Ale nie tylko, bowiem w tamtym czasie nauczyciele uczyli się także nowopowstałej Polski na organizowanych, w okresie wakacji, licznych kursach dokształcających, połączonych ze zwiedzaniem historycznych miejsc, również polskiego wybrzeża i polskich Tatr.

W 1905 roku

powołano Związek Nauczycieli Ludowych, oczekujący od swoich członków „dokładania wszelkich starań, aby nauczać dzieci języka polskiego i w duchu polskim”. Zwołany w 1919 r. Ogólnopolski Zjazd Nauczycielski – w atmosferze demokratycznych reform tamtego czasu – opowiedział się za jednolitą i bezpłatną szkołą powszechną i wprowadzeniem 7-letniego obowiązku szkolnego. W 1930 powstał jednolity Związek Nauczycielstwa Polskiego, któremu już w tamtym okresie zarzucano lewicowość i krytycyzm ówczesnego stanu oświaty.

Radykalizacja

poglądów społecznych, ale i politycznych, następowała poprzez konfrontację z każdym kolejnym dniem. Kiedy na święta Maria przyjeżdżała do Wilna i szła na nabożeństwo, to doznania nauczycielskiej codzienności nakładały się na obecne w Katedrze bogactwo lejące się złotem i przepychem. I właśnie wtedy zaczęła rodzić się i umacniać refleksja o niesprawiedliwym świecie, o pięknych słowach i zaprzeczających im czynom. Antoni poglądy społeczne wyniósł z rodzinnego, kolejarskiego domu, bowiem liczni wokół należeli do Polskiej Partii Socjalistycznej, a robotnicze instytucje opieki i kultury były tam powszechne.

1 września po pierwszej lekcji, bo dopiero wtedy dotarła wiadomość, Maria powiedziała dzieciom, aby poszły do domu i nie wracały, bo rozpoczęła się wojna. Nastał czas zsyłek na Syberię, udziału w tajnym nauczaniu, współpracy z polskim ruchem oporu, wreszcie udziału Antoniego w akcji „Ostra Brama” w lipcu 1944 roku.

Straty osobowe

Polski w czasie II wojny światowej oszacowało ogółem na ok. 6 mln, zginęło 33% nauczycieli szkół niższego szczebla. Ginęli w działaniach wojennych, w obozach zagłady, w rezultacie pacyfikacji, egzekucji i likwidacji gett, w więzieniach, obozach, wskutek epidemii, wycieńczenia, złego obchodzenia, na skutek doznanych ran, okaleczeń, nadmiernej pracy. Walczyli wszędzie: we Wrześniu, na Zachodzie i Wschodzie, w podziemiu i powstaniach, prowadząc tajne konspiracyjne nauczanie.

Pociąg złożony z węglarek

– kolejny transport repatriacyjny – wlókł się niemiłosiernie wolno, a granicę przekroczył gdzieś przed Białymstokiem. Patrzyli oboje w zamyśleniu na wschód, ziemię, którą żegnali na zawsze, a jechali w nieznane, do nowej Polski i na nowe zachodnie ziemie.

W małym podsudeckim miasteczku Antoni został kierownikiem punktu etapowego Państwowego Urzędu Repatriacyjnego; wysiedlał Niemców, na których czekały transporty na kolejowej bocznicy, i osadzał na gospodarstwach i w mieszkaniach przybywających tu Polaków z za Buga i centralnej Polski. Nabyta w szkole znajomość niemieckiego, łącznie ze szwabachą, znalazła zastosowanie. Był działaczem miejscowej PPS i kierownikiem szkoły rolniczej, a Maria nauczycielką w szkole powszechnej. Uczyli nowej Polski, zdecydowanie bliższej ich poglądom na sprawiedliwy świat.

Poderżnięcie gardła

Antoniemu obiecywał, gdy wróci, wysiedlany Hans, a histeria rozpoczętej zimnej wojny, wraz z nadejściem czasu stalinizmu zaważyła na ich powrocie do rodzinnego miasta Antoniego. Maria uczyła tu rzesze analfabetów, a do końca swej zawodowej drogi, języka rosyjskiego, nabytego w carskiej szkole. On ukochanej historii, geografii i biologii. Pasja społecznika skierowała go do Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, w którym organizował i wygłaszał dla okolicznych rolników pogadanki o najnowszych metodach gospodarowania i uprawy ziemi.

Już oboje na emeryturze, chętnie i często uczestniczyli w licznych imprezach organizowanych przez miejscowe ognisko ZNP, które skutecznie oparło się konkurencyjnej, nauczycielskiej Solidarności.

Pamięć,

szacunek, najgłębsze uznanie dla tysięcy nauczycieli – pionierów polskości na Kresach Wschodnich i Ziemiach Zachodnich, żołnierzy i wychowawców pokoleń, organizatorów życia społecznego i politycznego w dziejach naszego kraju – nie odnajdą się niestety w listopadowych obchodach niepodległości.

Zygmunt Tasjer

Tekst był wcześniej publikowany w Trybunie.

NEWSLETTER

FreshMail.pl